poniedziałek, 22 lutego 2021

Pezet feat. Kayah "Nisko jest niebo" (prod. Auer)

Nowy rok  nowa ja!

Tym razem NAPRAWDĘ tak to miało wyglądać.

Tymczasem, wiadomo, skończyło się jak zwykle  na dawaniu sobie ostatniej szansy, zaczynaniu od nowa i takich tam. Bo przecież do trzech razy sztuka, nie?


"Mieć coś z kimś na długie lata,
nie zawracać,
ciągle chcieć tego."

wtorek, 15 grudnia 2020

Stephen King "To"

"Tak to bywa, jak w starej piosence. Na torcie z wierzchu jest lukier, a pod spodem cała masa goryczy. Ludzie zapomnieli o tobie, umarli, wyłysieli, potracili zęby. W paru wypadkach popadli w obłęd. Och, życie jest cudowne! Jak diabli, stary!"

Nigdy nie byłam mistrzynią, jeśli chodzi o regularne pisanie na blogu, ale w tym roku przechodzę samą siebie. Bo co z tego, że chęci są, skoro z realizacją co najmniej marnie.

Bo i o czym tu pisać. Mam wrażenie, że dni jeden po drugim zlewają mi się w jedno. Że nie dzieje się nic znaczącego. Że życie przecieka mi przez palce.

Od jakiegoś czasu staram się tez nie zasypywać tego miejsca smutnymi rzeczami. Dlatego nie pisałam o tym, jak błagałam wręcz dyspozytorkę pogotowia o karetkę. O tym, jak stałam w czarnym swetrze przed kościołem trzymając Go za rękę i telepiąc się mimo trzydziestostopniowego upału. O tym, jak o trzeciej w nocy dzwoniłam do zakładu pogrzebowego. Ani o tym, jak moje zaufanie zostało po raz kolejny zdeptane przez jedną z najbliższych mi osób. Czy o nocach, których nie przespałam martwiąc się o ludzi, na których mi zależy. Ani też o tym, że noszę się z podjęciem decyzji, która - jestem tego pewna - wywróci mój świat do góry nogami.

Ale przecież w tym roku zdarzyło się też sporo naprawdę dobrych rzeczy. Zostałam mamą chrzestną cudownej dziewczynki. Moja babcia obchodziła kolejne okrągłe urodziny. Mój malutki braciszek ożenił się ze wspaniałą, mądrą kobietą. Wciąż mam pracę. Dostaję nowe, dodatkowe projekty. Nie przytyłam. Odkryłam najlepszego Pad Thaia w mieście. Serio, mogło być zdecydowanie gorzej.

I tego się będę trzymać.

sobota, 24 października 2020

Fisz Emade Tworzywo "Mój kraj znika"

"Oddaliśmy zdrowy rozsądek,
wyrzuciliśmy deskorolki,
nie łamiemy reguł,
to tylko wspomnienia,
nie ma,
nic nie ma,
a on je wziął,
zgarnął
dłonią trupio bladą,
pyk, pyk."

środa, 30 września 2020

Pearl Jam "Dance of the Clairvoyants"

W tym roku to już na pewno, na bank, miała być wymarzona Sycylia. Ale wiadomo, podróż dwójki ludzi cierpiących na choroby współistniejące, to w czasach pandemii nie jest najlepszy pomysł. Zgodnie więc doszliśmy do wniosku, że dla odmiany wakacje spędzimy w kraju.

I już, już prawie pakowałam wielgachne buciory do chodzenia po górach i rezerwowałam pokój z widokiem na Giewont, kiedy okazało się, że wdrożenie nie przeszło, że dedlajn się przesunął i że, generalnie rzecz biorąc, wszystko diabli wzięli. No ale praca jest przecież taka strasznie ważna. Szczególnie ta „nie moja”.

Urlop spędziłam więc we własnym ogródku (chociaż nazywanie tych kępek zasuszonej trawy ogródkiem to trochę nadużycie) leżąc na leżaku, czytając książki, pijąc wino i głaszcząc koty. Cudze koty.

W sumie – nie tak źle.


“Expecting perfection
Leaves a lot to ignore
When the past is the present
And the future’s no more
When every tomorrow
Is the same as before”

poniedziałek, 3 sierpnia 2020

Vito Bambino "Bunkrów nie ma"

To jedna z najpiękniejszych piosenek o przyjaźni i relacjach, jakie znam. Oblewa moje serduszko przyjemnym ciepełkiem za każdym razem, kiedy jej słucham. 

Dlatego, chociaż nie mam zbyt wiele więcej na dziś do powiedzenia, przyszłam, żeby się z Wami tym ciepełkiem podzielić.

Łapcie!

"Na świata koniec i z powrotem z Wami,
jeszcze dalej, jeszcze dużo, dużo,
niech się pali, niech się mury burzą,
tyleśmy już wytrwali, wybaczali sobie syf."


"Więc póki Was tu mam,
póki wszyscy tu jesteśmy, bo już pierwsi zakładają płaszcz,
każdy ma tyle spraw,
zostaje powiedzieć, jak się cieszę, że Was mam."

niedziela, 3 maja 2020

Sanah "Siebie zapytasz"

To nie jest łatwy czas. No, przynajmniej dla większości osób, bo są i tacy, którzy radzą sobie świetnie. Jeśli jednak komuś jest nieco trudniej, smutniej, gorzej - to od czego mamy internet? Można tam znaleźć całe mnóstwo porad na temat tego, co zrobić, żeby tego czasu nie zmarnować i być bardziej produktywnym. Jakimś cudem jednak, cały ten napuszony optymizm, zamiast dostarczać energii i entuzjazmu, jest dla mnie osobiście źródłem wkurwu i mdłości.

Dlatego też opowiem Wam dzisiaj o 5 rzeczach, których nie zrobię podczas lockdownu. Gotowi?
No to lecimy!

1) Nie zostanę tytanem pracy.
Mam to szczęście, że pracuję zdalnie. Co prawda dyrektor mojej placówki wstrzymywał się z tą decyzją tak długo, jak tylko mógł, bo przecież na pracy zdalnej wszyscy oszukujo, nieroby cholerne, ale w końcu się udało. Teraz jednak odnoszę wrażenie, że dużo moich koleżanek i kolegów próbuje na siłę udowodnić, że te 8h pracy w domu jakoś magicznie rozciąga się w czasie, a oni potrafią zrobić dzięki temu 5 razy tyle, co w biurze. No a ja nie. Jest tyle przyjemniejszych rzeczy, które można robić w domu, że ja to szczerze pierdolę. Robię swoje, po czym wyłączam komputer i nie ma najmniejszej szansy, żebym odpisała na maila po 15:00. No way!

2) Nie odwołam ślubu.
Bo nie wiem, czy wiecie, ale w tym roku miałam wyjść za mąż. Z naciskiem na - miałam. Niestety, jak to czasem w życiu bywa, niedługo po zaręczynach pochujaliśmy się tak, że ustalanie daty ślubu, szukanie lokalu i inne tego typu akcje zeszły raczej na dalszy plan. Taki bardzo odległy dalszy plan. Plus sytuacji jest taki, że nie muszę się teraz zastanawiać, czy wesele odwoływać już, czy dopiero za chwilę, ani ronić łez na zadatkiem, który poszedł... precz. Zdecydowanie mogło być gorzej.

3) Nie zrobię wyzwania typu "Płaski brzuch w 7 dni".
Prawdę mówiąc, ja pewnie nie zrobiłabym nawet wyzwania "Płaski brzuch w 700 dni". Nie mam też zamiaru łazić 5 km po mieszkaniu, jak niektórzy ;) Zdarza mi się natomiast od czasu do czasu poćwiczyć kilka minut na macie, ale to absolutne maksimum moich możliwość. Efekt jest taki, że przynajmniej nie roztyłam się jeszcze jak wieloryb, co przy mojej miłości do żelek, czekolady i whisky, jest sporym osiągnięciem. Trzeba mieć swoje priorytety.

4) Nie wzniosę się na wyżyny wrażliwości artystycznej.
Od dawna mam na telefonie listę filmów i seriali do obejrzenia, jak też książek do przeczytania. Wydawać by się mogło, że to idealny czas na nadrabianie takich zaległości, poszerzanie horyzontów i tak dalej. Rzeczywistość jednak często weryfikuje nasze plany i 15 sezon "Przyjaciółek" nie obejrzy się sam. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

5) Nie odłożę milionów na koncie.
Nie da się ukryć, że to głównie dlatego, iż milionów nie zarabiam i jako skromna pracownica budżetówki, zarabiam generalnie niewiele. Często jednak jako plus całej sytuacji podkreśla się, że ludzie siedząc w domu wydają ogólnie mniej. Serio? Musiał to chyba wymyślić ktoś, kto nigdy nie robił zakupów na Zalando. Pomijając już fakt, że sezonowe przeceny też niespecjalnie pomagają. No ale przynajmniej w grudniu nie będę mogła narzekać, że nie mam nowych butów na zimę. Bo już mam.

A Wy? Czego nie zrobicie siedząc w domu?


"Robię się jakaś spięta,
śnięta,
szurnięta."

niedziela, 22 marca 2020

Quebonafide "Jesień"

Ostatnio pisałam, że jeżeli wiosna się zbliża, to będzie już tylko lepiej. 

No więc, jak wszyscy wiemy, trafiłam niczym kulą w płot. Pogoda zdaje się to potwierdzać, bo tyle śniegu co dziś, to przez całą zimę nie było dane mi zobaczyć. A zamieć jest taka, że poza śniegiem widzę niewiele więcej.

Ale mam przy sobie bliskich. W pokoju obok i na Messengerze. Gdy odpalam telefon i otwieram pocztę. I kiedy patrzę na listę po prawej stronie bloga. Na razie wszyscy są zdrowi. Bardzo bym chciała, żeby tak zostało.

Trzymajcie się więc ciepło, dbajcie o siebie i bądźcie bezpieczni!
A potem zajmiemy się całą resztą.

"Zniknęło słońce, świat nie jest w końcu zły.
(...)
Bo jest najgorszy."


"Myślałem, że dawno za mną to szambo.
Ale chyba nie.
Chyba jest źle."