niedziela, 5 sierpnia 2018

TACONAFIDE "Nóż"

Miałam ostatnio sen prawie erotyczny.

W roli głównej, oprócz mnie rzecz jasna, kolega z pracy – wysoki brunet  z idealnym trzydniowym zarostem, oczami niemal czarnymi i głosem tak głębokim, że kolana uginają się same.

Wszystko zaczęło się od niewinnego flirtu i jak to na niewinny flirt tego typu przystało, miał on swój początek przy kserokopiarce (ach ten romantyzm).
Potem było już tylko ciekawiej i intensywniej, aż do…
Aż do momentu, kiedy to uświadomiłam sobie, że heeeloł, przecież ja już mam faceta. Od kilku lat. Ciągle tego samego. 
Chwilę później dotarło też do mnie, że przecież to tylko sen, a skoro to tylko sen, to przecież nic się nie stanie, jak zapomnę się na tę krótką, króciutką, chwilunię.

Ale nie. Cały erotyzm szlag trafił.
Wychodzi na to, że nawet we śnie „takie rzeczy” mi nie w głowie.

Co nie zmienia faktu, że na firmowego informatyka, to ja już nigdy tak samo nie spojrzę.


"Zanim wyjdziesz, Ty mnie jeszcze raz dotknij."