"but I'm afraid of being hurt, that's true
but not afraid of any physical pain
just as I am always scared of water
but not afraid of standing out in the rain"
Lubię mojego kota.
Chociaż jak wiadomo – koty, to
zazwyczaj skurwysyny.
Potwierdza to chyba tezę, że z
niewyjaśnionych powodów, jak ćma lgnę do różnych typków spod ciemnej gwiazdy
(albo oni do mnie, jedno z dwóch).
Mój kot preferuje bycie w centrum
uwagi, nie przepada za konkurencją i skutecznie uniemożliwia mi różne przyjemne
czynności. Jak zresztą widać na załączonym obrazku.
(Żeby nie było wątpliwości – mój
pan i władca, to ten łaciaty. Czarne stworzenie przypałętało się od sąsiadów i
jest tolerowane chyba tylko i wyłącznie dlatego, że nikt nie ma wątpliwości, iż
i tak nie dorasta Bimbrowi do pięt.)
I chyba, co można zauważyć na
zdjęciu, nadchodzi nieuniknione, czyli… Jesień.
Eh.