–
To ja widzę teraz dwie opcje – powiedział dopijając kolejnego drinka. – Albo bierzemy
po jeszcze jednym… albo jedziemy do mnie.
Tej
nocy mówił zresztą wiele rzeczy. O tych wszystkich fantastycznych chwilach,
które mieliśmy razem. O spacerach nocą po osiedlu. O wieczorach przegadanych
nad zalewem. O wypitych butelkach wina. O knajpach, które wspólnie odwiedziliśmy.
O setach w siatkę, które z nim przegrałam. O książkach, które mi pożyczył. O
filmach, które mi się podobały, a on mówił, że nuda. O tym, jaki to był cudowny
czas.
–
Pamiętasz, Kasia?
Pamiętałam.
Zamilkł
tylko, gdy zapytałam go o rodzinę. Nie tryskał entuzjazmem mówiąc, jakie imię
dali córeczce, która urodziła się pół roku temu. Niechętnie wypowiadał się o
żonie, z którą ma już dwójkę dzieci, ale po ślubie przecież zmieniła się nie do poznania i to już całkiem nie to samo. Tak
jakby to była zupełnie inna rzeczywistość, niepasująca do jego obecnego życia.
–
Wiesz, bo ja nie myślałem, że będzie tak…
szaro. Przerosło mnie to wszystko.
Taki
był męski, opowiadając o swoich zawodowych sukcesach, machając mi przed oczami
zegarkiem za miliony monet i prężąc mięśnie wyćwiczone w hotelowych siłowaniach
podczas podróży służbowych. Ale bycie odpowiedzialnym mężem i ojcem, dbanie o
wartości, które kiedyś były dla niego takie ważne – to go przerosło. Prawdziwy
facet, bez pudła.
Wybrałam
opcję numer trzy – zamówiłam taksówkę, by jak najszybciej wrócić do domu.
„Lecz jednak jeden dzień
lub jedna noc
doprowadziła mnie do miejsca, w którym jestem.
Czy byłem pełen sił, czy miałem tego dość,
dzięki tej chwili dzisiaj patrzę na tę przestrzeń.”
„Na krótką chwile zorientuję się, że mam szczęście.”