niedziela, 3 maja 2020

Sanah "Siebie zapytasz"

To nie jest łatwy czas. No, przynajmniej dla większości osób, bo są i tacy, którzy radzą sobie świetnie. Jeśli jednak komuś jest nieco trudniej, smutniej, gorzej - to od czego mamy internet? Można tam znaleźć całe mnóstwo porad na temat tego, co zrobić, żeby tego czasu nie zmarnować i być bardziej produktywnym. Jakimś cudem jednak, cały ten napuszony optymizm, zamiast dostarczać energii i entuzjazmu, jest dla mnie osobiście źródłem wkurwu i mdłości.

Dlatego też opowiem Wam dzisiaj o 5 rzeczach, których nie zrobię podczas lockdownu. Gotowi?
No to lecimy!

1) Nie zostanę tytanem pracy.
Mam to szczęście, że pracuję zdalnie. Co prawda dyrektor mojej placówki wstrzymywał się z tą decyzją tak długo, jak tylko mógł, bo przecież na pracy zdalnej wszyscy oszukujo, nieroby cholerne, ale w końcu się udało. Teraz jednak odnoszę wrażenie, że dużo moich koleżanek i kolegów próbuje na siłę udowodnić, że te 8h pracy w domu jakoś magicznie rozciąga się w czasie, a oni potrafią zrobić dzięki temu 5 razy tyle, co w biurze. No a ja nie. Jest tyle przyjemniejszych rzeczy, które można robić w domu, że ja to szczerze pierdolę. Robię swoje, po czym wyłączam komputer i nie ma najmniejszej szansy, żebym odpisała na maila po 15:00. No way!

2) Nie odwołam ślubu.
Bo nie wiem, czy wiecie, ale w tym roku miałam wyjść za mąż. Z naciskiem na - miałam. Niestety, jak to czasem w życiu bywa, niedługo po zaręczynach pochujaliśmy się tak, że ustalanie daty ślubu, szukanie lokalu i inne tego typu akcje zeszły raczej na dalszy plan. Taki bardzo odległy dalszy plan. Plus sytuacji jest taki, że nie muszę się teraz zastanawiać, czy wesele odwoływać już, czy dopiero za chwilę, ani ronić łez na zadatkiem, który poszedł... precz. Zdecydowanie mogło być gorzej.

3) Nie zrobię wyzwania typu "Płaski brzuch w 7 dni".
Prawdę mówiąc, ja pewnie nie zrobiłabym nawet wyzwania "Płaski brzuch w 700 dni". Nie mam też zamiaru łazić 5 km po mieszkaniu, jak niektórzy ;) Zdarza mi się natomiast od czasu do czasu poćwiczyć kilka minut na macie, ale to absolutne maksimum moich możliwość. Efekt jest taki, że przynajmniej nie roztyłam się jeszcze jak wieloryb, co przy mojej miłości do żelek, czekolady i whisky, jest sporym osiągnięciem. Trzeba mieć swoje priorytety.

4) Nie wzniosę się na wyżyny wrażliwości artystycznej.
Od dawna mam na telefonie listę filmów i seriali do obejrzenia, jak też książek do przeczytania. Wydawać by się mogło, że to idealny czas na nadrabianie takich zaległości, poszerzanie horyzontów i tak dalej. Rzeczywistość jednak często weryfikuje nasze plany i 15 sezon "Przyjaciółek" nie obejrzy się sam. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz.

5) Nie odłożę milionów na koncie.
Nie da się ukryć, że to głównie dlatego, iż milionów nie zarabiam i jako skromna pracownica budżetówki, zarabiam generalnie niewiele. Często jednak jako plus całej sytuacji podkreśla się, że ludzie siedząc w domu wydają ogólnie mniej. Serio? Musiał to chyba wymyślić ktoś, kto nigdy nie robił zakupów na Zalando. Pomijając już fakt, że sezonowe przeceny też niespecjalnie pomagają. No ale przynajmniej w grudniu nie będę mogła narzekać, że nie mam nowych butów na zimę. Bo już mam.

A Wy? Czego nie zrobicie siedząc w domu?


"Robię się jakaś spięta,
śnięta,
szurnięta."