"Kiedy ból jest tak potworny, wszystko jest innym światem. Ból sprawia, że nawet miłość staje się kpiną, a wszystko, co materialne, zmienia się w cień samego siebie (...)"
To nie
był świadomy wybór.
Kiedy się poznaliśmy, święcie wierzyłam, że będziemy żyli
długo i szczęśliwe. W domku z ogródkiem. Z gromadką dzieci. Psem i dwoma
kotami.
Co mogło pójść nie tak?
Choroba przyszła jakiś rok później. A raczej – wróciła. W
sumie powinnam się była domyślić wcześniej. W końcu blizny, które dzielą
człowieka na pół, nie biorą się znikąd.
Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo to
zmienia życie. Jak dotyka wszystkich dookoła.
Wiem, że mogłam odejść milion razy. Tyle samo razy pewnie
o tym myślałam. Mogłam wybrać dużo prostszą drogę. Zostałam. Staram się
wierzyć, że z miłości. Czasem boję się, że przeświadczenie, iż zostawić chorego
człowieka, to zwykłe skurwysyństwo, miało zbyt duży wpływ na tę decyzję. Ale
tylko czasem.
Dobija mnie bezsilność. Dobija mnie ból, który widzę
codziennie, z którym nie mogę nic zrobić. Dobija mnie zmęczenie i ciągła walka
o każdy dzień, o każdą dobrą chwilę.
Ale może na tym właśnie polega prawdziwe życie?
"Tak bardzo się boję, boję,
że to wszystko nie moje, moje,
że w cudze pióra się rano stroję,
że żyję życie nie swoje, swoje,
że się uparłam, by kochać Ciebie,
że kocham głową, nie sercem, sercem,
że się uśmiecham, choć wcale nie chcę,
że nie wiem, nie wiem kim jestem, jestem."






