Miałam ostatnio sen prawie erotyczny.
W roli głównej, oprócz mnie rzecz jasna, kolega z pracy –
wysoki brunet z idealnym trzydniowym
zarostem, oczami niemal czarnymi i głosem tak głębokim, że kolana uginają się same.
Wszystko zaczęło się od niewinnego flirtu i jak to na
niewinny flirt tego typu przystało, miał on swój początek przy kserokopiarce
(ach ten romantyzm).
Potem było już tylko ciekawiej i intensywniej, aż do…
Aż do momentu, kiedy to uświadomiłam sobie, że heeeloł,
przecież ja już mam faceta. Od kilku lat. Ciągle tego samego.
Chwilę później dotarło też do mnie, że przecież to tylko
sen, a skoro to tylko sen, to przecież nic się nie stanie, jak zapomnę się na
tę krótką, króciutką, chwilunię.
Ale nie. Cały erotyzm szlag trafił.
Wychodzi na to, że nawet we śnie „takie rzeczy” mi nie w
głowie.
Co nie zmienia faktu, że na firmowego informatyka, to ja
już nigdy tak samo nie spojrzę.
"Zanim wyjdziesz, Ty mnie jeszcze raz dotknij."

Zyyyyyyyyy iiinnnfffooorrrmmmaaattyyykkkkiieemm???
OdpowiedzUsuńWywróciłaś mój świat do góry nogami. Od teraz nic już nie będzie jak dawniej.
:))))
OdpowiedzUsuńps. zdecydowanie. upał na urlopie, to inny upal i jestem w stanie czuć się wtedy w nim dobrze ;))
To ciekawe dzisiaj tez się obudziłam nieco zdziwiona o miałam sen, że przespałam się ze swoim byłym, którego już tyle lat nie widziałam, że pewnie bym go nawet na ulicy nie poznała. Też mam faceta tego jedynego i o zdradzie bym w życiu nie pomyślała. Nie moja wina, że we śnie chyba cofnęłam się w czasie ;p
OdpowiedzUsuńNo co Wy widzicie w nas informatykach..? ;-) Spoko, też miałem ostatnio sen z byłą w podobnej sytuacji.. Natomiast w realu zaczynałem całkiem obiecującą znajomość :-) Muszę się sprężyć żeby coś w końcu napisać.. Wygląd bloga jest zmieniony, ale na wygląd, który już kiedyś był.. Pozdro!
OdpowiedzUsuńuśmiechnęłam się od ucha do ucha! a co do muzyki którą zostawiłam, to miałam pewność,że Ci się spodoba :)
OdpowiedzUsuńHaha, ja też w snach zapominam o moim facecie ;)
OdpowiedzUsuńtym razem full obaw o zwianie nie miałam. gdyby jednak pizgało kilka kilometrów bardziej, to pewnie bym się wystraszyła na tyle, by zbyt blisko do krawędzi nie podchodzić, albo poruszałabym się na czworakach :))
OdpowiedzUsuń