Tęsknię czasem za widokiem z okna.
Całe życie tułałam się między piętrem dziesiątym, a
ósmym, w porywach do dwunastego, a teraz wylądowałam na drugim. Marnie. Nie
widać całego miasta. W ogóle widać niewiele. I nie ma tego niesamowitego
wrażenia, kiedy siedzi się w nocy na parapecie i patrzy gdzieś, hen daleko. Za
to są korony drzew, przedszkole pod blokiem i gołębie, które zawsze przesiadują
na balkonie i gapią się na mnie co rano, kiedy robię kawę. Zawsze coś.
Ale wbrew pozorom, jestem zadowolona. Do tej dzielnicy
Lublina zawsze miałam jakiś dziwny sentyment, spowodowany sama nie wiem czym.
Może za dużo słuchałam Juniora Stressa w cudownych latach młodości? Bo co
prawda architektura nie porywa, przez ścianę słychać wszystko, nawet jak sąsiad
kichnie, i każdego dnia zastanawiasz się, czy nie zginiesz przez zatrucie czadem
(ach, te piecyki gazowe), to klimat i tak jest niesamowity. Do tego ta szalona
mieszanka mieszkańców – emeryci, studenci i koty (poważnie, jeśli wychodzisz z
domu i nie spotykasz po drodze koteła, to znaczy, że masz problemy ze wzrokiem).
No i jeszcze ja.
Pierwszy raz w życiu też mieszkam sama. Nie z rodzicami,
nie ze znajomymi, nie z siostrą, czy przyjaciółką, nie z Nim. Sama. I jest mi
dobrze. Bardzo dobrze. Łatwo przyzwyczaić się do takiej samotności. I sama nie
wiem, czy przypadkiem nie powinno mnie to niepokoić.
„…wystarczy mi w bloku chałupa…”
Przynajmniej na razie.

Wydaje mi się, że to szczęście przenosi się u Ciebie również na inne sfery, np. blogowanie ;-) Naprawdę bardzo miło mi się Ciebie dzisiaj czytało, czy to u mnie, czy teraz tutaj. Jakoś tak inaczej. Weselej. I to widać.
OdpowiedzUsuńWidzisz, ja kawałek swojego życia właśnie przeżyłem na drugim piętrze. Co prawa nie w domu rodzinnym, ale "dziadkowym". Za szczyla bałem się wchodzić na to 10 piętro, bo lęk wysokości itd. Dopiero teraz czasami myślę o tym, jaki to musiał być fajny widok z tego (powiedzmy) 10 piętra. Może nawet trochę zazdroszczę ;-)
I ja się muszę powoli szykować do "wylotu". Jeszcze nie wiem czy w tym, czy przyszłym toku. Końcówkę roku będę miał dość ważną, więc nie chcę robić dodatkowych rewolucji.
Też bym chciał za ocean. Choćby na tydzień...
Widzisz, ja mam odwrotnie. U mnie podróże muszą być zarezerwowane, reszta może "leżeć i kwiczeć".
Życzę Ci pomyślności w Twoim nowym miejscu bez nikogo. Czasami lepiej kompletnie bez nikogo niż z kimś, z którym się nie rozmawia. Choć i tak jedno i drugie potrafi dać o sobie znać... Pozdr!
Ps. Nie obiecuję, ale może się zdarzyć, że szata bloga znowu się zmieni w najbliższej przyszłości.
miejsce pewnie też się zmieniło,bo pożegnanie roku 2017 jako najnowszy wpis to jakoś mi do kolegi nie pasuje ;)
UsuńJa natomiast nigdy nie mieszkałam wysoko i nie wiem czy bym chciała. No i na parterze też nie bardzo, bo gdybym mieszkała sama to miałabym bez przerwy jakieś lęki.
OdpowiedzUsuńSuper, że w końcu mieszkasz sama. Ja też zawsze chciałam, ale póki co jeszcze nie wyszło
Odkąd Królowa Matka odeszła mieszkam sama i jest mi z tym zajebiście! To jak najbardziej normalny stan! a cysorz to ma klawe życie :)
OdpowiedzUsuńA ja mieszkałam i wysoko, i nisko. I wszędzie było dobrze. Trochę samotności działa oczyszczająco i uspokajająco...dlatego nie potrafię sobie wyobrazić, że ktoś sypia ze mną w łóżku:-))) Trzeba mieć WŁASNY kąt.
OdpowiedzUsuńjuuuhu czy raczej uhhuhu
OdpowiedzUsuńczy raczej witaj w klubie
czy raczej - zawsze pisałem, no może nie zawsze a tak ostatnio ostatniej - samotność jest do zaakceptowania
czy raczej - samotność jest super
tzn raczej nie super ale nie jest gorsza niż niesamotność, czy raczej jest tak samo dobra
nieee, nie powinno Cię to niepokoić, raczej szukaj w niej siebie jeszcze głębiej
iiii to znaczy że nie jestem już jedynym samotnym mędrcem nieomylnym a jest nas dwoje
koty i gołębie razem? łańcuch pokarmowy w czystej postaci, ale tych przedstawicieli tych co skaczą i fruwają lubię najbardziej, znaczy się spoko masz towarzystwo
Też lubię widoki z okna na wysokości. Najlepiej jeśli jeszcze widok jest ciekawy. U mnie były drzewka, ptaszki, podwórko i bawiące się dzieci teraz jest parking -.- ale nie ma to jak spotykać kotełki na ulicach :)
OdpowiedzUsuńMiała być opcja przejścia na główny serwis WordPressa, ale jak zobaczyłem co tam jest i jak to wszystko jest urządzone, to stwierdziłem, że to raczej nie ma sensu. Już wolę swój serwerek ze swoim WordPressem, tylko ta domena, która jest teraz, jest (to tu dużo mówić) do 4 liter. Chyba będzie mnie czekała zmiana domeny + lub / i zmiana wyglądu bloga. Zastanawiam się też co to zrobić ze swoimi danymi osobowymi. Ot, taki mały update :-)
OdpowiedzUsuńNo to teraz nareszcie trochę porządzisz pewnie, zarówno u siebie w chałupie, jak i na dzielni:) Tylko nie bierz kota na stałe z żadnego źródła, bo on przejmie stery po Tobie, a tego nie chciałabyś. Pzdr.
OdpowiedzUsuń