To nie jest łatwy czas. No, przynajmniej dla większości osób, bo są i tacy, którzy radzą sobie świetnie. Jeśli jednak komuś jest nieco trudniej, smutniej, gorzej - to od czego mamy internet? Można tam znaleźć całe mnóstwo porad na temat tego, co zrobić, żeby tego czasu nie zmarnować i być bardziej produktywnym. Jakimś cudem jednak, cały ten napuszony optymizm, zamiast dostarczać energii i entuzjazmu, jest dla mnie osobiście źródłem wkurwu i mdłości.
Dlatego też opowiem Wam dzisiaj o 5 rzeczach, których nie zrobię podczas lockdownu. Gotowi?
No to lecimy!
1) Nie zostanę tytanem pracy.
Mam to szczęście, że pracuję zdalnie. Co prawda dyrektor mojej placówki wstrzymywał się z tą decyzją tak długo, jak tylko mógł, bo przecież na pracy zdalnej wszyscy oszukujo, nieroby cholerne, ale w końcu się udało. Teraz jednak odnoszę wrażenie, że dużo moich koleżanek i kolegów próbuje na siłę udowodnić, że te 8h pracy w domu jakoś magicznie rozciąga się w czasie, a oni potrafią zrobić dzięki temu 5 razy tyle, co w biurze. No a ja nie. Jest tyle przyjemniejszych rzeczy, które można robić w domu, że ja to szczerze pierdolę. Robię swoje, po czym wyłączam komputer i nie ma najmniejszej szansy, żebym odpisała na maila po 15:00. No way!
2) Nie odwołam ślubu.
Bo nie wiem, czy wiecie, ale w tym roku miałam wyjść za mąż. Z naciskiem na - miałam. Niestety, jak to czasem w życiu bywa, niedługo po zaręczynach pochujaliśmy się tak, że ustalanie daty ślubu, szukanie lokalu i inne tego typu akcje zeszły raczej na dalszy plan. Taki bardzo odległy dalszy plan. Plus sytuacji jest taki, że nie muszę się teraz zastanawiać, czy wesele odwoływać już, czy dopiero za chwilę, ani ronić łez na zadatkiem, który poszedł... precz. Zdecydowanie mogło być gorzej.
3) Nie zrobię wyzwania typu "Płaski brzuch w 7 dni".
Prawdę mówiąc, ja pewnie nie zrobiłabym nawet wyzwania "Płaski brzuch w 700 dni". Nie mam też zamiaru łazić 5 km po mieszkaniu, jak niektórzy ;) Zdarza mi się natomiast od czasu do czasu poćwiczyć kilka minut na macie, ale to absolutne maksimum moich możliwość. Efekt jest taki, że przynajmniej nie roztyłam się jeszcze jak wieloryb, co przy mojej miłości do żelek, czekolady i whisky, jest sporym osiągnięciem. Trzeba mieć swoje priorytety.
4) Nie wzniosę się na wyżyny wrażliwości artystycznej.
Od dawna mam na telefonie listę filmów i seriali do obejrzenia, jak też książek do przeczytania. Wydawać by się mogło, że to idealny czas na nadrabianie takich zaległości, poszerzanie horyzontów i tak dalej. Rzeczywistość jednak często weryfikuje nasze plany i 15 sezon "Przyjaciółek" nie obejrzy się sam. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz.
5) Nie odłożę milionów na koncie.
Nie da się ukryć, że to głównie dlatego, iż milionów nie zarabiam i jako skromna pracownica budżetówki, zarabiam generalnie niewiele. Często jednak jako plus całej sytuacji podkreśla się, że ludzie siedząc w domu wydają ogólnie mniej. Serio? Musiał to chyba wymyślić ktoś, kto nigdy nie robił zakupów na Zalando. Pomijając już fakt, że sezonowe przeceny też niespecjalnie pomagają. No ale przynajmniej w grudniu nie będę mogła narzekać, że nie mam nowych butów na zimę. Bo już mam.
A Wy? Czego nie zrobicie siedząc w domu?
"Robię się jakaś spięta,
śnięta,
szurnięta."

Siedzenie w domu przeszkadza mi: (c)haratać w gałę na kwadracie, bawić się dronem i opalać na plaży podczas konsumpcji zimnych napojów, popłynąć do Szwecji promem (taka fantazja, chociaż nie jestem dziadkiem) oraz jeszcze w wielu innych przypadkach. Niedługo pewnie od jedzenia kotletów, chipsów czy czeko podczas oglądania po raz n-ty Gwiezdnych Wojen lub Avengersów w tv będę wyglądał jak wspomniany przez Ciebie wieloryb (zamiast Hulka).
OdpowiedzUsuńPS. Gratki z okazji zaobrączkowania!
Ja tam próbuję na wyżyny wrażliwości artystycznej jak najbardziej się wspiąć, ale średnio to wychodzi :D
OdpowiedzUsuńzacznę od; :)))))))))
OdpowiedzUsuńbo uśmiechnął mnie Twój wpis. poza punktem 2.
co do niektórych rzeczy mam podobnie jak Ty. z pracą np. tylko, ze ja wytrzymuję do 16. i to czasami ;)
czy te 5 km to do mnie? :)) przywrócili mi legalne łażenie po szlakach i górach, więc moje szaleństwo wróciło do normy, czymkolwiek ta norma jest, albo nie jest. zatem panów z białym kaftanikiem, można odwołać ;)
co do filmów i seriali… to coś niby bym doglądnęła, ale sama nie mam pomysłu co, więc kończy się tak, że nic nie oglądam. czytać, czytam tyle ile czytałam, zatem tu tez niewiele zmian.
wydaję jednak mniej. dlatego, ze przestałam wyjeżdżać, chodzić na siłownię, basen, lodowisko, które jak się okazuje, trochę kasy, pochłaniały.
nowych butów co prawda na zimę nie mam, ale w zimie miałam nowe na lato:) mimo, że wydaję mniej, to odłożenie milionów na koncie nie grozi mi w żaden sposób. absolutnie nie rozpaczam z tego powodu.
nie zaczęłam nagle przesadnie także sprzątać, nie rzuciłam się na robienie przetworów (nigdy nie robiłam, więc dlaczego teraz miałabym), nie rozpoczęłam żadnego remontu itp., itd.
właściwie niewiele się zmieniło. aaa. może tylko to, ze czasem zagram sobie w coś na komp. pomacham mieczem i takie tam ;)
ps. zgadzam się z Tobą. Beskid Wyspowy ładnie brzmi i ładnie wygląda. każda góra, to wyspa. raz w roku jest organizowany rajd po tym Beskidzie. 320 km. góra, dół, góra, dół…. na pewno jest to "lekko" męczące. nigdy nie byłam, ale kto wie, może kiedyś…. chociaż, po krótkiej chwili namysłu, wątpię, bo raczej nie biorę udziału w tak zorganizowanych imprezach z mnóstwem obcych ludzi. to tak jak na siłowni, nie biorę udziału w żadnych zajęciach w grupach :)
pozdrawiam wiosennie. w Krakowie mieszanka słońca, pochmurności i mam nadzieję, ze deszczu na dzisiaj.
Nie będę oddychać świeżym powietrzem.
OdpowiedzUsuńTaaa, ludzie na zdalnej pracy oszukujo. Większość z nich pewne pracuje wydajniej, bo nie traci czasu na rozmowach przy kawie. Ja jestem wielką zwolenniczką pracy zdalnej - jak ktoś lubi i komuś to pasuje - i nie rozumiem ściągania ludzi do biur, żeby patrzeć im na ręce i na klawiatury.
OdpowiedzUsuńTen czas nawet dla największych domatorów jest trudny i normalne, że nie wszyscy czują się zmotywowani do robienia rzeczy wielkich. Niektórzy czują się źle i trzeba im na to pozwolić, a nie nokautować wyzwaniem "A ty ile metrów kwadratowych domu wyszorowałeś na kwarantannie?"
nie no! nie wierzę! to pisała 88kania? nie wierzę nie wierzę nie wierzę nie wierzę
OdpowiedzUsuńtyle?na raz? ze szczegółami? bez zawiłości które musiałbym rozplątywać godzinami o co chodzi?
NIE - WIE - RZĘ
To, czego nie robię w domu, to nie panikuję, kupując zakupy ze zniżkami w sklepach internetowych ... ponieważ priorytetem jest treść żołądka.
OdpowiedzUsuńPozdrowienia z Indonezji
Ja ta nie wiem jak można się w domu nudzić. Jakoś zawsze coś mam do roboty :P. Pandemia przedłużyła mi tylko normalne moje funkcjonowanie z którego miałam wychodzić. Bo postanowiłam sobie że od marca zacznę wychodzić do ludzi. Miałam konkretne plany, a tak wróciłam do introwertyzmu. Nie ma źle tylko pytanie czy jak to się skończy będę potrafiła z ludźmi gadać ;p. Co do punktów:
OdpowiedzUsuńPo 1) całkowicie się z Tobą zgadzam, ludzie którzy teraz świrują z pracą szybko się wypalą. Rób tyle ile trzeba, czas dla siebie też jest ważny <3
2) Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Może to dobre zrządzenie losu. Jak Wam się teraz układa? Ze ślubem nigdy nie warto się spieszyć, tego trzeba być pewnym!
3) A ja podjęłam wyzwanie przytyję w czasie kwarantanny :P
4) Ja też myślałam, ze nadrobię teraz wszystkie książki a w kwietniu przeczytałam jedną krótką. Do tego kilka filmów ale jakoś tak nie ma czasu.
5) Fakt nie biegam teraz po sklepach, ale przed pandemią też nie biegałam wiec nic się nie zmieniło xD
Czego jeszcze nie zrobię? Nie będę liczyć ryżu, nie ułożę bułki tartej w rogalika, nie zbuduję fortecy z papieru toaletowego.
ja się zatrzymałam, jeśli chodzi o Dom z Papieru i wydaje mi się, ze tak daleko, jak Ty już nie zabrnę. tym bardziej, że mówisz, a raczej napisałaś "o dżizas, dlaczego?" :))
OdpowiedzUsuńJa mimo wszystko próbuję spędzić ten czas jak najproduktywniej :D Wiem, że ostatecznie różnie wychodzi, muszę się bardziej zorganizować! Najbardziej chciałabym zacząć ćwiczyć, bo siedzenie w domu w końcu się odbije na moim brzuchu :D jedyne czego nie zrobię, to chyba nie podszkolę się w angielskim, ale zobaczymy :)
OdpowiedzUsuńDo tej listy, którą sama stworzyłaś powinnaś jeszcze dopisać podpunkt 2a: "za nic w świecie nie wrzucę tutaj na bloga zdjęć z imprezy weselnej":D A gdy ktoś Cię zapyta dlaczego to odpowiesz tej osobie "bo tak" i już:)
OdpowiedzUsuń:) ciekawa lista, lubię Twój blog za szczerość.
OdpowiedzUsuńlubię pozytywne wybory. i to, że człowiek wie, czego chce, bo wtedy DĄŻY, a kiedy wie, czego nie chce, wtedy UNIKA. to pierwsze ma zdecydowanie większą wartość. wolę wiedzieć, co chcesz zrobić, niż czego nie zrobisz. i tego Ci życzę z uśmiechem pozbawionym czarnych myśli.
OdpowiedzUsuństek rzeczy nie zrobię, ale jednej w szeczególności! no przesz nie będę się zastanawiać czego konkretnie nie zrobiębo mi nie tylko lokdaun ale i pół życia na to zejdzie :D
OdpowiedzUsuństeka może zrobię, setek* rzeczy - nie ;)
UsuńCoś się trochę spóźniłem się z tym komentarzem. Spóźniłem się dodatkowo, ponieważ od miesiąca z hakiem chodzę do pracy.. Ale, ale.. Na pewno nie zrobię remontu u siebie takiego, jaki chciałem. Na pewno na razie nie zmienię miejsca zamieszkania. Nie znajdę sobie żony. Nie zaobrączkuje się (swoją drogą gratulacje :-)). Nie napiszę książki, czy nawet powieści, która ciągle gdzieś chodzi mi po głowie. Nie pojadę na 2 tygodniowe wakacje (dla mnie 2 tygodnie w domu się nie liczy). Nie zarobię tyle ile bym chciał. Nie przerobię wszystkich książek ze swojej biblioteczki. Nie napiszę programu, który zbawi świat, albo przynajmniej go trochę polepszy. Nie zamienię bojlera w kaloryfer. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Ale wiem co zrobię. Wyśpię się za te wszystkie lata, które nie śpię i zamierzam mieć dobry humor. Na razie spełniam obietnicę ;-) Pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuń