sobota, 11 października 2014

The Wombats "Jump Into The Fog"

Za każdym razem, kiedy już jestem w klubie, przypominam sobie, dlaczego właściwie nie lubię tego typu miejsc.


Ale nie ma to, jak komentarze stałych bywalców takich lokali:
-Yyyh dziewczynyyy! Wy to wyglądacie… Wyglądacie normalnie taaak… Że ja to bym was… Nooo…  Pozazdrościł!

"I've made some bad decisions
I'll admit that freely
it's just that life tastes sweeter
when it's wrapped in debauchery"

18 komentarzy:

  1. Bardzo rzadko bywam w klubach. Nie ciągnie mnie tam, choć muzyką klubową od czasu do czasu lubię się zająć "od kuchni". Co ja Ci mogę powiedzieć na temat takich facetów... Czy Ci kiedyś nie pisałem, jakie to faceci potrafią mieć kompleksy? :D Chociaż sam muszę tutaj posypać głowę popiołem bo nie jestem/byłem lepszy w pewnych sytuacjach :D Niektórzy muszą mieć "dzień", inni naturalnie rozmawiają. Każdemu się zdarzają lepsze czy gorsze dni.

    Przypomniała mi się akcja jak to ze znajomym idziemy przez rynek we Wro i ten mówi - dawaj zagadamy do jakiś dziewczyn. Trzeźwi raczej nie byliśmy, z resztą nie pamiętam, byłem pijany... Godzina 1:30, rynek nie śpi. Podeszliśmy do dwóch całkiem niezłych niewiast i zaczęliśmy od mega super trudnego tekstu nr 345286.43 tzn. "Cześć". Później jakoś ta rozmowa poszła. Trochę się pośmialiśmy. Porozmawialiśmy o podrywających facetach. Było miło :)

    Kluby to jednak specyficzne miejsca. Zobacz komunikator :) Muzyczka miła :) Pozdro! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie chadzam. ogólnie nie mam z kim. i jakoś nie wiem, czy chciałoby mi się nockę zarywać.

    wczoraj na basenie widziałam fajnego faceta :) na rozchodnego wymieniliśmy kilka uśmiechów. :)

    feeria

    OdpowiedzUsuń
  3. ja muszę mieć naprawdę dobry dzień i spore chęci, żeby iść do klubu, ale jak już tam jestem to znajduję 1000 powodów, żeby nie wracać w to ani w inne miejsce tego typu, przez najbliższy czas :)
    pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie, to też nie dla mnie... Może mi się kiedyś odmieni, ale na razie, jeżeli znajdę się chociażby na imprezie, gdzie nie znam wszystkich to nie czuję zbyt komfortowo... I żałuję, że nie zostałam w domu... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam imprezy w klubach! To jest moc i można się czasem nieźle uśmiać. Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  6. nie bujam się po klubach, bo czy w Polsce są jakieś dobre? To było pytanie nr 1. Nie powiem, bo zero pojęcia. Powodów jest więcej: brak funduszy i osoby towarzyszącej, wszechobecna drożyzna, rozcieńczanie alko, nikotyna, narkotyki oraz odpychający czynnik ludzki, czyli (najczęściej) panowie w strojach sportowych tudzież podobni. Mało? Powinno wystarczyć, żeby skutecznie odstraszyć.
    Może polać startera, hm? Zapraszam na szklaneczkę czegoś mocniejszego.
    Cheers!

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam tak samo jak Ty! Na trzeźwo się nie da wytrzymać, a na nietrzeźwo lepiej tam nie zostawać - to jest konflikt tragiczny, dlatego staram się nie chodzić do klubów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. do klubów chyba nigdy mnie nie ciągnęło. i jakoś nie mogę sobie nawet przypomnieć kiedy ostatnio w jakimś byłam.
    a Jump Into The Fog ostatnio jakoś ciągle gdzieś słyszę :)
    no i proszę, rozwijam atak łodygi ;) kiedyś śniło mi się, ze kwiatek rozrósł się na cały mój salon i kiedy stanęłam w jego (salonu, nie kwiatka) progu, to prawie mnie zaatakował łodygami. napisałam prawie, bo wtedy chyba się obudziłam, ale znając kierunek moich snów, podejrzewam, ze ten na pewno skończyłoby się śmiercią z łodygi kwiatka :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam to zdjęcie z kaczką :) Widzę je na Twoim blogu nie pierwszy raz, bo wpadałam tu wcześniej, jednakże bez większego czasu, by na spokojnie skomentować, ale za każdym razem moja reakcja jest identyczna. Uśmiech i śmiech :) Ach niektórzy faceci są zabawni, acz najlepiej nie zrażać się do nich, lecz traktować jako lokalny folklor ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A już się bałam, że tylko ja nie lubię chodzić po klubach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Heh ... jaw klubie byłam może z 2 razy

    OdpowiedzUsuń
  12. Okazję zawsze trzeba oblewać, bo taki moment nie zdarza się zbyt często. Za to nieraz niektórzy na siłę wymyślają, żeby mieć pretekst do wypicia i tyle. Czy źle czynią? Nie wiem, zero pojęcia; ich sprawa. Każdy robi eto szto nużno, czyli co musi. A raczej chce.

    OdpowiedzUsuń
  13. ja, rano z postaci zombie marharetta w zwykłą marharette przeobrażam się stosunkowo szybko :) a nawet jak dzieje się to trochę wolniej, to i tak nie nienawidzę wszystkiego dookoła. no chyba, ze po drodze do łazienki walnę nogą o coś. wtedy posiłkuję się łaciną i wszystko wraca do normy :)
    Jump Into The Fog słyszałam ostatnio bardzo często w radio i u znajomych.

    OdpowiedzUsuń
  14. buhaha... rzeczywiście kom na jakże wysokim poziomie

    kiedyś i ja bywałam obiektem zaczepek :)))
    teraz to już bardziej obiektem, ale muzealnym, jestem... hehe

    OdpowiedzUsuń
  15. To widzę, że w kwestii klubów się rozumiemy :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Również nie przepadam za bywaniem w klubach. Nie kręci mnie ta cała otoczka, a dobrej muzyki można posłuchać w domu... potańczyć też można:D

    OdpowiedzUsuń
  17. Zęby mądrości są dotkliwym dowodem na to, że myślenie jednak boli :D

    OdpowiedzUsuń
  18. no są to miejsca gdzie tego typu osobowości występują w stanie zagęszczonym, lubię kluby i lubię tańczyć ale spotkania z takimi powstrzymuje mnie przed wizytami
    a Ty nadal dożynasz mnie tym angielskim

    OdpowiedzUsuń