"Otwarte oczy mam,
a głowa pełna i pusta."
- Kaśka, ty to w ogóle się w swojego ojca nie wdałaś! - orzekł wujek Staszek, polewając kolejnego kielona wódki, której konsekwentnie
tego dnia odmawiałam.
- I chwała Bogu. - odrzekłam ja.
Patent na grobową ciszę przy rodzinnym stole jak znalazł.
"Nie mogę ruszyć w przód,
nogi sklejone taśmami.
Zaczynam spadać w dół,
spadam do góry nogami.
Myślę sobie, zaraz obudzę się,
lecz im bardziej spadam, tym bardziej widzę, że
to wszystko chyba nie jest sen,
to wszystko chyba nie jest sen."
nogi sklejone taśmami.
Zaczynam spadać w dół,
spadam do góry nogami.
Myślę sobie, zaraz obudzę się,
lecz im bardziej spadam, tym bardziej widzę, że
to wszystko chyba nie jest sen,
to wszystko chyba nie jest sen."

Jeśli chcesz pogadać pisz śmiało :)
OdpowiedzUsuńkurde jak ja uwielbiam Twoje notki
OdpowiedzUsuńW końcu się pojawiłaś i od razu z tzw. "grubej rury" pojechałaś, bo imprezowo. Bardzo dobry znak, a tzn., że żyjesz:) Pozdrowienia!
OdpowiedzUsuńStrzelaj na oślep, a potem udaj wariatkę.
OdpowiedzUsuńBędą pamiętać o trupach, ale krótko...
W świecie jest zbyt wielu zaniżających poziom egzystencji
ja też się nie wdałam i dobrze mi z tym!
OdpowiedzUsuńJak to co się dzieje? Świat się kończy ;) Też jestem mistrzem dziwnych sytuacji przy stole. Mam na imię Kaśka. I wdałam się w ojca ;)))) Piona.
OdpowiedzUsuńchwała :)
OdpowiedzUsuńUrzekająca poezja. Brawo.
OdpowiedzUsuń