środa, 9 sierpnia 2017

Miuosh ft. Soxso "Neony"

Nauczając innych ludzi przeżyłam wiele pięknych, magicznych wręcz chwil.

Pamiętam na przykład, jak siedmioletni wówczas Szymon wykrzyczał mi prosto w twarz: "Mamo, ale to nie ja! To Jasiek!" Mamo? He?

Albo kiedy grupa egzaminacyjna ni stąd ni zowąd zaczęła śpiewać "Somewhere over the Rainbow". O 7.30. Rano. Do tej pory nie wiem, o co im chodziło, ale firsta zdali... Tak jest, śpiewająco.

Była również sytuacja, podczas któregoś wyjścia na piwo z grupą A2, kiedy Ewka powiedziała mi wprost: "Słuchaj Kasia, gdyby nie Ty, to ja w życiu nie wiedziałabym, że można TAK uczyć". Miliard punktów, jeśli chodzi o motywację do pracy. Poważnie.

Słyszałam też, że jestem najlepszą nauczycielką, jaką mieli. Że dzięki mnie w końcu polubili angielski (np. Ania, swoją drogą nauczycielka francuskiego, czyli koleżanka po fachu). Że nareszcie zrozumieli, czym Past Simple różni się od Present Perfect. I kilka innych. Wielokrotnie.

Ale... 

Ten ostatni rok styrał mnie niemiłosiernie. I z magią, delikatnie mówiąc, niewiele miał wspólnego.

Często czułam się tak, jakby moje słowa trafiały w próźnię, jakbym mówiła co najmniej po chińsku, a uczniowie rozumieli mnie w tym samym stopniu, co świnka morska mojej siostrzenicy.

Nie wiem. Może to już słynne wypalenie zawodowe albo jakaś inna cholera. Tak czy siak - coraz cześciej myślę sobie, że może to czas na...
Przerwę.


"Jeśli stawiali na mnie,
nie mogli wybrać gorzej."

14 komentarzy:

  1. Życze kochana bys odpoczeła, nie wiem jak nie wiem gdzie ale by sie stało!A wtedy checi i motywacja wrócą...
    i postaram sie na tak długo nie znikac ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. może odpoczynek to niegłupia sprawa.
    od wszystkiego podobno czasem trzeba odpocząć.
    a może oporni uczniowie w przyszłym roku już tacy nie będą, a Ty znowu poczujesz magię i moc. tego życzę bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Może to tylko chwilowe odczucie, wypalenie. Urlop i będzie dobrze. Po to jest złe, aby mogła zrobić miejsce dobremu
    Pozdrawiam
    zolza73.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Mhm...mnie też czasem rosły skrzydła. Uczenie może dawać taką niesamowitą adrenalinę. Ale czasem, po prostu potrzeba zmiany. Choćby na krótko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przypomniałaś mi taką anegdotę, którą przytoczył śp. profesor Jerzy Vetulani w książce "Bez ograniczeń. Jak rządzi nami mózg". Swoją drogą polecam, świetna pozycja. Akcja dzieje się na uczelni. Idą dwaj profesorowie. Jeden młodszy, który bardzo dobrze przygotował się do zajęć, miał ze sobą książki, laptopa, jakieś dodatkowe pomoce naukowe itd. Drugi, starty, nie miał nic. Ten młodszy mówi to starszego - "Jak ja panu zazdroszczę, że wszystko ma pan w głowie". On na to - "Nie w głowie, tylko w dupie". I powiem szczerze - coś w tym jest. Życzę Ci przede wszystkim odpoczynku i zmiany bodźców na przynajmniej 2 tygodnie. A czy to wypalenie? To już tylko Ty wiesz najlepiej.
    W sumie to ja się wybieram na jakieś wakacje już hoho czasu. Też o tym pisałem kiedyś, ale najwięcej ile udało mi się zrobić w tym roku, to 8 dni. A i tak byłem w domu. W sumie pojechałbym w Bieszczady, albo na ogólnie na wschód... Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  6. a co ja tu będę Ci się wymAnDRZać... chyba trzeba przeczekać. :/
    sama jakoś nie wiem, co ze sobą począć. :/ wielotematowo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasami człowiek potrzebuje przerwy, żeby sobie uświadomić, że czegoś jednak mu brakuje... Aha, no tak - pracy :)
    A dobry nauczyciel to skarb. Ja miałam wychowawcę w gimnazjum, anglistę, dzięki któremu już nigdy później w życiu nie miałam problemów z czasami. Inna sprawa, że jak skończył nasze wychowawstwo, to całkowicie porzucił nauczanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. dzięki :)
    faktycznie na zdjęciach wielka stopa wygląda na nie do końca wielką, ale niestety taka była. zwłaszcza po ściągnięciu obuwia.
    od oglądania zdjęć przechodź zatem do czynów. pakuj się i wybywaj na jakiś urlop :)) nie musi być daleko. ważne aby dało się odpocząć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. w mieście stołecznym Warszawa żyje niejaki er, matoł podobno i jełopa niesamowity
    wielką by Ci radość sprawiło i wiarę we własne możliwości odbudowało jego z tego matolstwa wyciągnięcie
    podobno zgodzić się jest godzien za niewielką opłatą

    OdpowiedzUsuń
  10. Aź się sama do siebie u smiechnelam ze mogłam tu tyle jednorazowo przeczytać :)
    I to bez zagadek i domysłów .

    Notka przypomniała mi jeszcze rok szkolny kiedy to w czwartkowe 16:15 odbieralam Tosia z ostatniej lekcji która był właśnie angielski .
    Uczy ich młoda zawsze pomocną i myślę zaangażowaną Pani
    Jednak kiedy widywalam ja właśnie w te czwartki wyglądała jak śmierć .
    Kiedyś pomagalam jej nieść materiały do pokoju i tak sobie plotkowalysmy troszkę przy czym obie , rzecz jasna nie wprost, zgodnie stwierdziliśmy że często mamy ochotę ona jako nauczycielka ja jako matka ... Po prostu zwiac.
    Zostawić . Odpocząć . Zresetować.
    To normalne .
    Wierzę że wrócę Ci siły i zapał a wena do takiego pisania nie opuści .
    Buziak .

    OdpowiedzUsuń
  11. niby zawód inny, niby nawet nie pokrewny, a odczucia często te same... są momenty, że mam serdecznie dość i chcę uciec, zniknąć, odejść, bo nie mam już siły znowu tłumaczyć, wypracowywać wszystkiego od początku, bo jest zwyczajnie do dupy... wtedy ratuje mnie mója przerwa w pracy i zastanowienie się nad tym co i jak dalej... chyba jednak lubię tę robotę, chociaż mam coraz mniej sił ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. A jak długo już uczysz, szanowna Pani? Bo to może być wypalenie zawodowe. Albo nagromadzenie jakiś nieprzyjemnych doświadczeń życiowych w ostatnim okresie czasu. Bo wtedy też strefy, które dawały satysfakcję, są mniej... satysfakcjonujące.
    Magicznego zaklęcia na to nie ma, ale w razie w pamiętaj założyć czerwone ubranie - nie będzie widać krwi tych, którzy Ci podpadli na zajęciach ;> I... usy do góry - tak często, jak się tylko da. O!

    OdpowiedzUsuń
  13. Kawałek jak najbardziej na plus :-) Dobrze, że przypomniałaś mi o tej płycie. Lubię i szanuje. Przelotnie gdzieś tam jeszcze pomyślałem o Skubasie, który mógłby to wszystko "spiąć", ale chyba przesadziłbym trochę :-P
    Chyba trochę ludzi to ma, że lubi się "biczować emocjonalnie". W końcu też po coś te kawałki powstają. Nie tylko po to, żeby przy nich tańczyć.

    Nie wiem czy to jest normalne, ale dalej fascynują światła odbijające się w szybie auta jadącego nocą po mieście. Ma to swój urok. Z odpowiednią muzyką i odpowiednim towarzystwem, które nie zadaje zbędnych pytań i nie gada po to, żeby gadać.

    Pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja pracowałam w szkole tylko rok i choć też usłyszałam kilka ciepłych słów stanowczo uznałam, że to nie dla mnie. Wykończyłabym się tam psychicznie. Znaczy co ja mówię "bym" wykończyłam się psychicznie bo do tej pory mnie jakaś trauma trzyma :/
    Było niby tyle miłych chwil a jakoś nie chcę tego wspominać...

    OdpowiedzUsuń