poniedziałek, 2 lutego 2015

Eldo "Plaża"

To namieszałam.
Wypadałoby więc co nieco wyjaśnić sytuację.

Związki na odległość są do dupy – o tym nie muszę chyba nikogo przekonywać.
Ale…
Poprzednia notka z moim związkiem nie miała absolutnie nic wspólnego.

Ostatnimi czasy dobija mnie moje miasto.
Mamy trochę toksyczną relację. Nie zrozumcie mnie źle – kocham Lublin. Powiedziałabym nawet, że uważam się za lokalną patriotkę. Dobrze się tu czuję, to jest moje miejsce, tu się wychowałam. Potrafię się nim zachwycić, dostrzec jego piękno.

Trudno jednak dyskutować z tym, co oczywiste – szarością, brudem, patologią, której jest niemało, brakiem perspektyw.
Wszystko to sprawia, że coraz więcej osób ucieka jak najdalej stąd i dość często są to osoby bardzo mi bliskie.

Jakiś czas temu wyjechał mój przyjaciel – świetny facet, bardzo inteligentny, mający dobre wykształcenie i głowę na karku. Nie mógł tu znaleźć pracy przez kilka miesięcy, a ewentualne propozycje, które otrzymywał, były po prostu żałosne. W innym miejscu mógł zacząć od razu, z przyzwoitą pensją i w zawodzie. Nic dziwnego, że nie zastanawiał się zbyt długo.
Nie on pierwszy i zapewne nie ostatni.

Stąd też ta pustka, która powoli staje się nieodłącznym elementem mojej codzienności.


A na zdjęciu mural, który chyba lepiej, niż cokolwiek innego, obrazuje całą sytuację
(Lublin – ul. Leonarda, LSM; źródło: Kurier Lubelski).

"To technopolis mnie męczy, wysysa z krwią rozsądek.
Zwiększa się świata majątek, lecz coraz bardziej znika człowiek.
Tylko w snach mnie tu nie ma i tylko w snach czuję radość.
Otwieram oczy i zamiast plaży znów miasto."

21 komentarzy:

  1. Niestety tak to jest. Moi najbliżsi też zaczynają się rozjeżdżać. Nie tylko znajomi, przyjaciele, ale rodzina również. Sam się zastanawiam czy nie skorzystać, choć na szczęście w swoim zawodzie coś tam znajdę w moim województwie. Taką mam nadzieję. W mojej mieścinie, które jest kilka razy mniejsze od Lublina też nie jest za wesoło. Młoda silna siła robocza wjeżdża, społeczeństwo się starzeje. Władza nie wie co zrobić żeby ich zatrzymać jak najmniejszym kosztem. I tak kontakty się rozluźniają. Nie jest to miłe. Szkoda, że jesteśmy zmuszani do wyboru między egzystencją, a relacjami międzyludzkimi. Być może wspomnę o tym jeszcze w jednym miejscu, lecz nie dzisiaj. Wiesz gdzie. Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem Cię, w końcu mieszkam w Rzeszowie... Po studiach nie mam tutaj szans na pracę w zawodzie, więc nie wiem czy też nie będę musiała wyjechać. Dobrze, że są jeszcze fejsbuki i te inne, można ze sobą rozmawiać z każdego miejsca na ziemi, niby to nie to samo, ale lepsze niż nic.
    Trzymaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  3. z pracą to chyba wszędzie jest nie najlepiej, druga sprawa, że nie każdy może sobie ot tak po prostu wyjechać

    to namieszałaś, rzeczywiście... a ja powiesiłam wszystkie możliwe psy na każdym facecie w moim poprzednim komentarzu u Ciebie ;))))) hehehe

    OdpowiedzUsuń
  4. Nienawidzę, kiedy opuszczają mnie ludzie, którzy dotychczas tworzyli moją codzienność. Tak się stało z moim miastem rodzinnym. Tylu nas powyjeżdżało. Nienawidzę zmian.
    A Tobie może jakaś dłuższa wycieczka by pomogła? Nie masz gdzieś rodziny w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
  5. babazakolkiem5 lutego 2015 21:12

    :D A no jeszcze żyję :D

    Cóż, powiem Ci, że w zasadzie ta notka mogłaby być napisana przeze mnie. Ja akurat urodziłam się "wśród łąk i pól" i tam żyłam 20 lat, a potem na studia przeprowadziłam się do wojewódzkiego miasta, które bardzo lubię, bo jest dużo zieleni i nie ma takiego okropnego ścisku, szeroko rozumianego. Jednak dzieje się to samo. Wielu moich znajomych albo wyjechało do innych miast typu Kraków, Warszawa, albo za granicę. Cięzko z pracą, wiele miejsc się zamyka, rynek pustoszeje, masa lokali stoi pusta od dawna. Pracodawcy wykorzystują ludzi, każą im harować za minimalne stawki, bez umów, ludzie biednieją i nie kupują, przez co padają kolejne sklepy i punkty usługowe, zwalniani są pracownicy i tak koło się zamyka i krąży bez zmian. Rośnie frustracja z dnia na dzień, również we mnie. I sama coraz częściej łapię się na tym, że myślę "wyjechać stąd! byle jak najdalej",ale to nie takie proste. Choć bardzo bym chciała, by było proste. Koleżanka dostała od szefa polecenie, że za tydzień ma jechać do innego miasta, na pół roku, rozkręcać filię firmy. Ona jest przerażona, a ja bym skakała pod sufit z radości! Gdyby mi ktoś chciał tak zaproponować taki wyjazd...Brałabym! :D
    W sumie to mnie trochę pocieszyłaś też tym tekstem, bo myślałam, że tylko moje miasto tak biednieje i ubożeje, również w ludzi...W sumie łapiemy się obie na Polskę Wschodnią, a tu jak wiadomo, grosz się nie sypie...
    Strasznie to smutne wszystko...

    OdpowiedzUsuń
  6. a widzisz. byłam pewna, ze chodzi o związek. no ale teraz już wszystko jasne.
    smutna ta rzeczywistość, kiedy w poszukiwaniu godziwej pracy trzeba wyjeżdżać, zmieniać swoje życie. czasami to wychodzi na dobre ale. ja na przykład nie wiem czy byłabym zadowolona kiedy życie zmusiłoby mnie do wyjazdu w inne miejsce. bo mimo, ze moje miasto czasami doprowadza mnie do szału, bo mimo, ze nie zachwyca Rynek, Wawel (pewnie dlatego, ze mam to na co dzień) to jednak dobrze się tu czuję. choć jakimś domkiem na wsi w okolicach Krakowa bym nie pogardziła :) ale, ze w totka nie wygrałam, to na razie nic z tego.
    ps. podobno "nigdy nie mów nigdy"- jeśli chodzi o siłę i sport zimowy :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. ale nawet na odległość można utrzymać przyjaźń... takie czasy, taki kraj - że trzeba się nakombinować i nieźle napocić, żeby jakoś przeżyć w granicach normalności... niestety...
    pozdrawiam Cie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest bardzo smutne, że mamy takie czasy, że człowiek zmuszony ''uciekać'' z własnego kraju. Sama obserwowalam coraz to większą pustkę wokół mnie..Dzisiaj - również wyjeżdżam. Smutne to okrutnie, bo chciałoby się tu godnie żyć. Świetnie obrazuje to piosenka L.U.C i Rah z M. Peszek '' Hemoglobina''. Pozdrawiam jednak słonecznie, bo dzisiaj wreszcie słońce wyszło, może zapowiedź wiosny...? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Każdy ludzik chyba jest po trochu, gdzieś w swoim duchu przynajmniej, takim lokalnym patriotą (teraz ja tutaj się zgadzam z Tobą, ale nr :P). Gdzieś w końcu trzeba przynależeć, prawda? Kosmopolityczne nieco się zrobiło ostatnio społeczeństwo i tego procesu nijak nie dasz rady zatrzymać. Czy to dobrze lub źle, tego akurat nie wiem. Ciekawe, co byłoby obecnie, gdyby w referendum 2004 r. wszyscy powiedzieliby głośne "nie" dla wejścia do UE.
    Tobie też pożyczam za wczoraj, tj. 14.02.2015 r. dużo M jak...no przecież wiesz, bo oglądasz seriale:) Stay strong!

    OdpowiedzUsuń
  10. ...Ty to mnie zawsze rozłożysz na łopaty swoim komentarzem :))))) wiesz, że mam właśnie dokładnie to samo podejście? że przecież i tak odrosną, więc sobie pomyślałam, że jak żadna z dwóch wybranych fryzur nie będzie mi pasowała - ta z filmu i druga nieco dłuższa - to się po prostu opitolę na łyso :D

    no i... dziękuję za komplement :)))) w komentarzu pod notką wcześniejszą

    OdpowiedzUsuń
  11. mam dokładnie takie samo zdanie, jak Ty, odnośnie dopasowywania naszych zachować służbowych do życia prywatnego. życie prywatne jest moje i wara im od niego :)
    w pracy także stawiam na profesjonalizm i oczekuję, ze jeśli mam być oceniana, to odnośnie moich umiejętności. oczywiście służbowo muszę być także miła i cierpliwa. uśmiecham się więc, ale często w myślach lecą soczyste "kurwy" i inne "spierdalaj", których raczej do klienta na głos nie powiem :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Doskonale go rozumiem, bo sama robiłam i będę robić to samo. Rzeszów to chwilowa przystań, bo tak jest bezpieczniej... Ale perspektyw brak, niestety...

    OdpowiedzUsuń
  13. Też mnie dobija to rozjeżdżanie się znajomych. Ci wszyscy, z którymi kiedyś byłam tak blisko, rozumieliśmy się bez słów, wyjechali, każdy w inną stronę. Kiedyś nierozłączni, dziś jacyś obcy. Takie to gówniane mamy czasy - musimy wybierać między pracą, szansa na normalne życie, a przyjaźnią.

    OdpowiedzUsuń
  14. "Moim miastem" jest Radom, wiec wyjechalam na studia z miłą checią ;) I nie żałuje... Nie wiem czy Warszawa jest moim miejscem ale na razie mi tu dobrze...

    OdpowiedzUsuń
  15. Jako osoba przyjezdna cały czas zastanawiam się czy zostać w Lublinie czy nie.. Myslę, że przyszłość to zweryfikuje.

    OdpowiedzUsuń
  16. na Żółwiach byłam w kinie z Synem, wypas na dużym ekranie! ale ostatnio przypadkiem wynalazłam linka na cda.pl i to z dubbingiem - warto :)))) dla mnie osobiście stał się już tak mega kultowy ten film (bajka?) jak chociażby sam Julian z Pingwinów z Madagaskaru... ot, takie małe zboczenie na stare lata:D

    OdpowiedzUsuń
  17. tak. to było zmęczenie. całe szczęście, ze tylko to, a nie jakieś choróbsko (odpluć,odpukać czy jakoś tak ;)
    wyspałam się, zregenerowałam, weekendowo odpoczęłam i znów jestem pełna sił. no może nie pełna, ale wystarczająco aby dać radę poniedziałkowi :)
    bardzo podoba mi się Twoja sentencja :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Stare dobre The Kooks, hehe:] thx. A z tymi pomyłkami odnośnie Ciebie, to chyba znowu mnie podpuszczasz, ale niech tam będzie, że niby masz rację.

    OdpowiedzUsuń
  19. p.s. dzięki za nutę... no cała ja :P

    a wiesz, że kiedyś w blogowni na interii ktoś o mnie napisał: schizofreniczka? :D (w dokładnej pisowni przez dwa "nn" w dodatku)

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeden żul to śmierdzący problem, ale dwa żule to już armageddon! :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Dziękuję za dosadny komentarz, ale prawdziwy i szczery. Dało mi to do myślenia - że w ogole głupio '' mierzyć '' przyjaźń, racja. Przykre, kiedy człowiek sobie uświadamia, że tylko on był przyjacielem, a druga strona nie. Cóż. Dziękuję też za życzenia :))) Choć to była impreza pożegnalna, bo urodziny mam w czerwcu :) Pozdrawiam mocno!

    OdpowiedzUsuń