Zawsze, kiedy się żegnamy,
mam wrażenie, jakby zabierał ze sobą
kawałek mnie.
kawałek mnie.
A mnie jest coraz mniej.
Nie wiem, doprawdy nie wiem, jak
długo jeszcze tak dam radę.
"and when I'm in the confines of crawling walls
you hold me in place"

No moja koleżanko, tak już jest. Też tak mam od czasu do czasu. Powoli sobie wyrabiam opinię na ten temat. I na razie jestem na etapie - im wyżej wchodzisz tym większy ból jak spadniesz. I to dotyczy wszystkiego. Ale też mówi się, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Konia z rzędem dla człowieka, który znajdzie na to złoty środek. Dzięki za ankietkę :)
OdpowiedzUsuńPozdr.
Ps. Choć teraz przyszła do mnie taka jedna refleksja, ale nie nadaje się na dzisiejszy dzień. Nie w takich okolicznościach.
(Nie)stety już tak nie mam jak napisałaś, choć do niedawna posiadałem. Dziwne uczucie. Czasem źle, innym razem dobrze, zależy od sytuacji i rozwoju zdarzeń. Mniejsza o to, że teraz jest inaczej. Zawsze sobie tłumaczyłem w ten sposób: ma początku będzie boleć, później trochę pokłuje i przestanie. Działało, przynajmniej potwierdzam subiektywnie.
OdpowiedzUsuńPzdr.
Związki na odległość niestety mają więcej minusów niż plusów. Rozwiązanie jest jedno: musisz go ściągnąć na stałe do Lublina i koniec :)
OdpowiedzUsuńMasz rację, że wszędzie człowiek może czuć się zagrożony. Niestety nigdy nie da się przewidzieć rozwoju zdarzeń, które dopiero mają nastąpić. Dotyczy to również np. tego typu spraw, jakie opisałaś powyżej.
OdpowiedzUsuńDasz radę. Zawsze się daje radę, bo nie ma wyboru :)
OdpowiedzUsuńzwiązki na odległość chyba nie są łatwe. bo przecież zdarzają się takie chwile, kiedy chciałoby się rozpaczliwie mieć tą osobę "na dotyk", a rozmowa przez kabelki, zupełnie nie wystarcza.
OdpowiedzUsuńjeśli są perspektywy, ze kiedyś jedno z Was w końcu zamieszka z drugim, albo przynajmniej w jednym mieście (już nie wspominam o kraju, bo jeśli się nie mylę, to i one są różne) to wytrwacie. ale musi być na co czekać, do czego dążyć. no i uczucie, rzecz jasna także być musi, ale ono chyba jest, bo jakże by inaczej :)
Kurde, ta refleksja uciekła mi. Ale na pewno związana była ze świętem zmarłych. No trudno, za rok może sobie przypomnę. Ale na razie w razie mikroskopijnej rekompensaty możesz odwiedzić gadulca.
OdpowiedzUsuńzostaw coś dla siebie, nie oddawaj się bez reszty...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam ciepło!
czasem warto poszukać plusów tam gdzie ich brak ;-)
OdpowiedzUsuńossszzzz ty.... aleś mi się wstrzeliła ze swoją notką ....
OdpowiedzUsuńfeeria
Dobry mem! Ja już mam to za sobą całe szczęście! Wytrzymałam [a raczej : wytrzymaliśmy] 2,5 roku a teraz nareszcie sobie razem żyjemy :)
OdpowiedzUsuń[Pomyśl, jak niewiele by z Ciebie zostało, gdyby w perspektywie nie było kolejnego spotkania.]
Tak, zajebiście rysuję żaby, mam zamiar wpisać to sobie do CV, jak będę szukać pracy :) Księżniczkę ostatnio rysowałam pewnie w przedszkolu, już chyba faktycznie lepiej rysować żabę, bo to taki jakby książę przed przemianą ;)
OdpowiedzUsuńOkulary, albo soczewki muszę mieć na uczelni, a poza nią, to różnie z tym bywa. W sumie, to widzę, jak coś jedzie lub idzie w moim kierunku, więc zagrożenia nie ma :) Mam tylko problem z identyfikacją twarzy ;)
Ja też się cieszę, że mogę do Ciebie zajrzeć, bo wcześniej próbowałam na stary adres, ale też hasło, a widzę, że się przeniosłaś z blogiem. Co do związku na odległość - baaardzo mocno rozumiem to uczucie. Nie wiem czy to dobre, ale z czasem człowiek przyzwyczaja się i cieszy z tych drobiazgów i chwil, które ma...choć pozostaje niedosyt. Powodzenia! Zplasteliny
OdpowiedzUsuństadami...?!? ale przecież to MÓJ tekst :P
OdpowiedzUsuńodległości są dobre i złe, tak samo jak tęsknota ma swoje plusy i minusy ("plusy dodatnie" i "plusy ujemne" raczej :D)
p.s. trzymam się, staram się, ale lekko nie jest i znikąd żywego człowieka - znikąd zrozumienia - a to boli najbardziej... [i jeszcze w kodzie mam "accident", no szok....]